Wakacje bez rodziców

Nadmierna troska o dziecko może doprowadzić do tego, że będzie ono odizolowane od rówieśników, mało samodzielne i zamknięte w sobie. Nieustający nadzór nad pociechą jest męczący również dla rodziców. Powinni oni pomyśleć o sobie i własnym wypoczynku. W wakacje można wypróbować samodzielność dziecka, wysyłając je na obóz lub kolonie letnie.

Kilka zasad

Jeśli dziecko nie boi się i nie wstydzi powiedzieć, że jest głodne lub chce mu się pić, na nieprzewidziane sytuacje reaguje spokojem, potrafi powiedzieć, co je boli, ubrać się stosownie do pogody, zostawić nieco pieniędzy na później i zna dokładny adres zamieszkania, możecie spokojnie wysłać je na samodzielny wyjazd. Można na taki wypoczynek namówić rodziców kolegi lub koleżanki, aby i oni wysłali na obóz własną pociechę. Razem zawsze łatwiej! Ale należy zapomnieć o wspólnym wyjeździe rodzeństwa! Starsze będzie miało słuszne pretensje, że ma być niańką, a młodsze nie nauczy się w ten sposób samodzielności.
Na czas wyjazdu opiekę nad maluchem przejmie wychowawca. Dziecko powinno wiedzieć, że jeśli będzie potrzebowało pomocy, rady lub wsparcia, zawsze może liczyć na opiekuna. Także wtedy, gdy źle się czuje, coś zgubiło albo widzi, że komuś dzieje się krzywda. Warto też, żeby znało zasady, m.in. że nie wolno bez wiedzy i zgody wychowawcy wychodzić poza teren ośrodka, np. wyjść do sklepu, nawet gdy znajduje się naprzeciwko. Małe dzieci często nie potrafią poradzić sobie z zazdrością i po kryjomu zabierają cudzą rzecz. Lepiej by dziecko nie nosiło ze sobą wszystkich pieniędzy (część niech odda wychowawcy) i nie zostawiało portfela byle gdzie. Nie warto też dawać dziecku drogiego sprzętu (np. kamery), bo będzie miało z nim więcej kłopotu niż pożytku.

Łzy w słuchawce

Może się zdarzyć, że dziecko zadzwoni do rodzica z płaczem. Przede wszystkim należy umówić się na kolejny telefon, np. wieczorem. Jeżeli płacz spowodowany był tylko tęsknotą za domem, można umówić się, że rodzice będą dzwonić codziennie, np. zawsze po kolacji. Gdy natomiast powodem płaczu były inne dzieci, które biją malucha, lub to, że nie może nadążyć za grupą, warto porozmawiać z dzieckiem i zaproponować mu rozwiązanie, jak zakończyć konflikt. Jeżeli następnego dnia znów będzie beznadziejnie, trudno - trzeba dziecko zabrać. Sam powrót nie kończy sprawy. Ważna jest rozmowa. Ale nie od razu, dziecko musi ochłonąć. Powinno wiedzieć, że rodzice nie mają do niego pretensji, że różnie w życiu bywa i nie wszystko zawsze się udaje. Jeżeli dziecko tylko nie potrafi normalnie funkcjonować z dala od mamy, trzeba mu koniecznie pomóc, ośmielić. Może warto zapisać na jakieś grupowe zajęcia? Na pewno należy powoli, lecz konsekwentnie przecinać pępowinę. Na ogół jednak dzieci szybko przystosowują się do nowych warunków, nawiązują przyjaźnie, a nawet sympatie. Bardzo często z żalem żegnają kolegów z turnusu. Niekiedy dziecko, które na początku kolonii czy obozu było niezadowolone, na koniec nie ma ochoty wyjeżdżać.

Większe dzieci, większy kłopot

Bywa, że starsze dzieci podczas takich wyjazdów chodzą do miejscowych dyskotek. Jeśli wysłyłamy na obóz lub kolonie nastoletnie dziecko, warto ostrzec je, żeby zawsze i wszędzie pilnowało swoich napojów (gdy pójdzie tańczyć, powinno je zostawić pod opieką zaufanej osoby). Przypadki dosypywania i dolewania różnych specyfików stają się coraz większym problemem. Po takich substancjach traci się samokontrolę, łatwo dać się nakłonić do robienia różnych rzeczy. Niech też nigdy nie przyjmuje napojów od nieznanych lub mało znanych osób. I oczywiście pod żadnym pozorem nie może iść i wychodzić z dyskoteki samo! Warto nauczyć dziecko odmawiać. Zwłaszcza gdy ktoś proponuje mu używki. Nie ma bezpiecznych narkotyków, a alkohol wzmaga agresję, czyniąc jednocześnie z nietrzeźwego łatwą ofiarę przestępstwa.

Samodzielny wyjazd - dlaczego warto?

  • Dziecko uczy się dbałości o swą własność.
  • Uczy się samodzielności i zasad współżycia w grupie.
  • Przestaje obawiać się nowych sytuacji.
  • Dojrzewa psychicznie i emocjonalnie.

A rodzice wypoczęci z ogromną radością przywitają w domu swoją pociechę już trochę bardziej dojrzałą.

Agnieszka Marciniak, psycholog