Rozsądny twardziel - bezpieczeństwo podczas letnich sportów

Za pasem wakacje. Z piwnic, schowków i pawlaczy polska dziatwa płowowłosa wyciąga deskorolki, rolki, rowerki.

Pysznie jest z rozwianym lokiem
Pośmigać trochę pod blokiem
Skoczyć schodki, sześć poręczy
Mój ochraniacz za mnie ręczy

I tu małe sprostowanie. Ochraniacz - dobra rzecz, serdecznie polecam. Skutecznie chroni skórę przed otarciem drogocennego tatuażu, zabezpieczy nawet czasem przed złamaniem szczególnie wystających wyniosłości kostnych (łokcie, rzepki, nadgarstki). Problem w tym, że zupełnie nie chroni przed uszkodzeniami chrząstki stawowej.

Na wagę złota
Nie ma bardziej cennej i jednocześnie kapryśnej struktury w stawie niż chrząstka. To dzięki tej wyspecjalizowanej powłoce staw pracuje z oporem porównywanym do tarcia dwóch kostek lodu, także dzięki niej możliwe jest jednocześnie tłumienie drgań. Jest to jednak tkanka pozbawiona właściwie możliwości regeneracji z uwagi na specyfikę odżywiania - jedyne źródło tlenu dla chondrocytów wytwarzających substancję podstawową chrząstki, które pochodzi albo z warstwy podchrzęstnej kości (ukrwienie), albo z płynu stawowego (dyfuzja). Podczas powtarzanych urazów dochodzi do kompresji warstwy podchrzęstnej i zaburzeń ukrwienia chrząstki, co powoduje jej odwodnienie, degenerację kolagenu i powolne złuszczanie, poczynając od warstw powierzchownych aż po głębokie. Najgroźniejsze są jednak urazy styczne powierzchni stawowych, np. mocne przyparcie rzepki do kłykci kości udowych, wówczas możliwe jest złuszczenie chrząstki, a nawet fragmentu chrzęstno-kostnego. W tych przypadkach dochodzi do powstania ciała wolnego w stawie, blokowania stawu, wysięków, co wymaga w konsekwencji leczenia operacyjnego. Zanim więc kolejny raz potrójnym saltem nad krawężnikiem zechcesz przyciągnąć uwagę Mariolki, wyobraź sobie swoją chrząstkę, to że ma Ci służyć jeszcze 70 lat, i lepiej zaproś Mariolkę na lody.

„Miętka gatka" o twardych faktach
Motocykle są wszędzie. Fakt. Od czasu kiedy zniknęły z naszych ulic ostatnie trabanty i temu podobne motoryzacyjne dowody na słuszność wielkich idei, zaroiło się od pięknych, ryczących maszyn, a na nich... błędnych rycerzy. Do nich właśnie kieruję kilka słów, powodowany pasterską troską. Sam przez to przeszedłem - wypasiona bestia błyszcząca chromem, świdrująca bebechy miłym klangiem garów, nie można się jej oprzeć. I gdyby nie to, że temat urazów motocyklowych znam od kuchni, nie drażniłbym „miętką gatką" twardych ludzi ubranych w twarde kaski i skóry. Ale jak już zacząłem, to skończę. Rycerzu drogi, co na swym rumaku przemierzasz polskie bezdroża i mkniesz pomiędzy TIR-ami z prędkością, jakiej nie daje się zmierzyć poczciwą suszarką schowanego w leszczynie pana policjanta, zważ, że...
Zachodzi bolesna dysproporcja między stanem parku maszynowego i tzw. infrastruktury w naszym kraju mimo solennych zapewnień rządu. Maszyny są już takie jak w Niemczech, a drogi nadal jak na Białorusi. Kultura jazdy zbliżona do Indii, rację ma ten, kto ma kawałek miejsca. Szanse maleją. Ty jesteś najsłabszą częścią systemu. Że co? Że masz kask? Ok. Ale twój mózg, przyśpieszając wewnątrz czaszki zgodnie ze stanem licznika do 200 km/h, gwałtownie hamując przy zderzeniu, chyba jednak nie ma poduszek powietrznych. Że co? Że masz wzmacnianą skórę i butki, i jeszcze rękawiczki? Ok. Ale Twój rdzeń kręgowy nic o tym nie wie, ani Twoja wątroba bardzo krucha przy silnych bezpośrednich uderzeniach. Złamania to mniejszy problem, chociaż otwarte potrafią goić się długo. Na szczęście jest dobra rehabilitacja, tyle że długa. Więc proszę - zwolnij i daj innym choć trochę obejrzeć Twój sprzęcik, w mieście przy 50 zawsze łatwiej.

Ale czy warto?
Skoki do wody - temat dyżurny każdego lata, a jednak apel wart powtarzania. Problem polega wyłącznie na braku wyobraźni. To nic, że pięknie wyglądasz na plaży, lansujesz muskularny tors okupiony wieloma godzinami spędzonymi na siłowni. To nic, że masz refleks. Musisz zrozumieć, że kiedy skaczesz do wody w nieznanym Ci miejscu, nie działają kompletnie żadne mechanizmy obronne. Uderzasz głową w podłoże - nie ma większego znaczenia, czy czołem czy okolicą szczytu głowy. Podczas tego zdarzenia gwałtowna siła niczym nieamortyzowana powoduje, że zmiażdżeniu ulegają kręgi, a ich odłamy wchodzą daleko do kanału kręgowego, „odcinając prąd" od reszty ciała. Dalej już jest tylko sekwencja zdań zaczynających się od jeżeli... i walka z czasem.
Jeżeli ktoś wyciągnie Cię z wody - masz szansę przeżyć, ale rzadko zrobi to umiejętnie w warunkach stresu.
Jeżeli w ciągu kilku godzin znajdziesz się na stole operacyjnym - masz szansę, ale nieodwracalne zmiany w rdzeniu pozostaną, zanim wrócisz do formy, powikłania porażeń są przykre: odleżyny, zapalenia dróg moczowych, zapalenia płuc, niewydolność zwieraczy...
Jeżeli podejmiesz trud rehabilitacji - masz szansę, ale czy było warto?

lek. med. Piotr Godek, ortopeda